zapraszam na pogaduszki

To już nie jest ogórek, to jest mizeria

Znaczenia nazwiska rodowego nie należy bagatelizować. Prawdziwe rodowe nazwisko jest wartością historyczną, czasem niestety ciąży i jest z kategorii "krew na was i na dzieci wasze" oczywiście w grubej przenośni. Zadaję sobie pytanie czy mając w rodzie nieudacznika, którego przezwisko dało początek nazwisku, czy osobę traktowaną z ostracyzmem społecznym jesteśmy zobowiązani do pielęgnowania takiej spuścizny? Czy musimy całe życie słyszeć, a teraz zabierze głos Fiut, Kapusta, Ogórek czy Burak. Czy nie powinniśmy odważnie przerwać rodzinnego łańcucha przekazywania powodów do kpiny czy zażenowania. Takie kurczowe trzymanie się trudnych nazwisk pachnie mi syndromem kaprala. Mnie dawali w dupę to i ja dam, chociaż w ten sposób odkuję się za lata upokorzeń.

Miałam w klasie kolegę, który nazywał się Kapusta. Jego rodzice postarali się o zmianę nazwiska na Ostrowski. Musiał przetrwać okres przejściowy, każdy mówił Ostrowski, a to ten, który nazywał się Kapusta. Było to pewnie lepsze niż słuchać rymowanki - Kapusta głowa pusta. Jako naiwne dzieciaki posługiwałyśmy się pseudonimami, Koza od Kozubek, Puchatek od wielbiciela Kubusia Puchatka, był i Tygrysek. Skąd wzięłyśmy ksywkę fiut żadna z nas już nie pamięta, Czy ktoś nas podpuścił, czy same onomatopeicznie to wymyśliłyśmy teraz nikt już nie odtworzy. Dopiero w liceum ktoś oburzony nam uświadomił, że nie wypada dziewczynkom tak się "przezywać".
Może powiedzieć, że w przypadku osiągnięć przodków trudno będzie odcinać kupony z ich sławy, gdy zmieni się nazwisko, pewnie tak. Ale i tak traci się po kądzieli jawne powiązania rodowe.

Ilu przybyło nam Czartoryskich, Zamojskich, Potockich po wojnie, to tylko wiedzą prawowici spadkobiercy fortun.
Czemu tyle słów na tak trywialny temat, bo SLD zachowało się jak ogórek, wybierając na kandydata panią Ogórek. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pani Ogórek miała jakąkolwiek kindersztubę i rozum wytrawnego polityka, gdyby ród Ogórków był wielce zasłużony dla Polski jak ród Ciołków, Trąb itp, ale gdy jej nazwisko potwierdza jedynie jej sposób bycia, to już jest niefajnie.

Nie chcę mieć jako prezydenta pani o nazwisku Ogórek, która zachowuje się jak ogórek. Jej jedyną wartością jest uroda, a ta jak wiadomo szybko przemija. Przykro mi jako kobiecie, która walczy o akceptację równouprawnienia, że pierwszą kandydatką do fotela prezydenckiego jest pani, która ośmiesza naszą płeć i jej wypowiedzi są wodą na młyn osób, które najchętniej widziałyby panie jako zabawki, kucharki czy sprzątaczki.

Pani Ogórek potwierdza tylko opinię, że tytuł doktora się zdewaluował, że obiegowa opinia o poziomie studiów na niektórych uczelniach jest słuszna i nie jest to opinia gloryfikująca. Jeżeli ktoś o prezydencie państwa mówi pan Bronisław, to jest naprawdę wielkim ogórem i może co najwyżej podawać kawę w pałacu prezydenckim i to jeszcze trzeba się zastanowić czy nadąży za savoir vivre.

I jeszcze na koniec dowcipas - odnoszę wrażenie, że SLD pomyliły się wybory prezydenckie z wyborami na miss polityków.