zapraszam na pogaduszki

Nie zawsze Fidiasz i Michał Anioł

Chcę zawrzeć tutaj spostrzeżenia osoby, która nie jest zawodowym krytykiem sztuki, ale dla której ta sztuka jest tworzona. Bo nie profesjonalista malarz maluje dla innego mistrza pędzla, ani rzeźbiarz nie rzeźbi dla kolegi po fachu. Dzieła szukają szerokiej publiczności i rzecz w tym, aby poruszały przeróżnych odbiorców. Wydobywały z widzów przeróżne emocje.

Nie trzeba tworzyć tabeli punktacji dla oceny doskonałości dzieł tytułowych mistrzów. Są genialne, ponadczasowe, idealne. Co mają zrobić ich następcy? Ma im wypadać z adoracji dłuto z ręki. Może są równie doskonali, tylko spóźnili się z patentem na wielkość? Tyle ogólnikowego pisania, aby powiedzieć bez wahania, że warto odwiedzić wystawę rzeźby chorwackiego rzeźbiarza Ivana Mestrović'ia w MCK przy Rynku Głównym w Krakowie. Na wystawę trafiam, dzięki zapobiegliwości Willi Decjusza, która kontynuuje literackie warsztaty i aktywności kulturalne seniorów. Jak MCK, to pewność, że będzie poziom wielkoświatowy, że wystawa jest nie tuzinkowa i oprawiona bogatym materiałem źródłowym. Adriatycka Epopeja rzeczywiście potwierdza dotychczasowe doświadczenia.

Mówi się o Ivanie Mestrović'iu, że dorównał Fidiaszowi w ujarzmianiu kamienia, że jego postaci, emanują przeżyciami tak jak u niego. On sam przedstawia się w towarzystwie Michała Anioła. Megalomania? A może poczucie własnej wartości? Rzeźby oglądać należy niepospiesznie, bo każda jest opowieścią. Można stać i wpatrywać się w każdy załomek marmuru. Nic tu nie jest zostawione przypadkowi. Pomyślałam o naszym Dunikowskim po opuszczeniu  wystawy. Jest też perfekcyjny w prowadzeniu dłuta, ale jego rzeźby są zdecydowanie bardziej statyczne, gdy tu każda z nich żyje i niesie w sobie przesłanie. Między rzeźbami pojawia się konkursowy projekt na postać marszałka Piłsudskiego. Wybuchła wojna i na projekcie się skończyło, a szkoda. Ten pomnik też miałby dużo do powiedzenia, ale nie przemówił i musiał zamilknąć na przeszło pół wieku, po śmierci rzeźbiarza nigdy nie zostanie wskrzeszony.

Jak zwykle garść zdjęć w moim wykonaniu, aby zachęcić do odwiedzenia MCK i doczytania informacji, których tu nie zamieściłam. Pierwsza z miniatur warta jest specjalnej uwagi. Ta rzeźba to znak rozpoznawczy współczesnej Chorwacji. Wpisuje się w starania Chorwatów o zachowanie swojej tożsamości. Pomnik Historii Chorwata znajduje się na Uniwersytecie w Zagrzebiu i jest znakiem wodnym w paszportach Chorwatów.IMG_1607spiewaczka.jpgTa rzeźba została zatytułowana "Śpiewaczka", ale mnie wydaje się "Krzykiem" Munka w 3D

IMG_1627chorwatka.jpg IMG_1601dalmatynka.jpg IMG_1604satyr.jpg IMG_1624westfalka.jpg IMG_1618pieta.jpg IMG_1621portret.jpg IMG_1623mamisyn.jpg IMG_1614indianie.jpg IMG_1615indianin.jpg

a na deser kilka zdjęć deszczowego Krakowa z tarasu przebudowanej współcześnie oficyny pałacu Pod Kruki, który był własnością potężnej rodziny Potockich. Moja, nie dawno zmarła teściowa opowiadała mi, że jedna z potomkiń tego rodu po wojnie pozostała w swoich dawnych włościach i pracowała jako odźwierna. Można ją było spotkać regularnie odświeżającą ulicę do późnej jej starości. W międzywojniu Potoccy prowadzili w pomieszczeniach oficyny świetlicę dla dzieci z niezamożnych domów. Uczyły się tam różnych prac ręcznych i co najważniejsze dostawały jedzenie. Nie jest to dużo wiadomości, ale zawsze mam poczucie, że w jakiś powinowaty sposób otarłam się o historię.

IMG_1574franciszkanie.jpg IMG_1568komin.jpg IMG_1570dach.jpg