zapraszam na pogaduszki

quel voyage - ale podróż

Miałam okazję być w małym miasteczku pod Strasbourgiem o nazwie Wolfisheim. Wg Internetu jest to jedna z najstarszych wsi Alzackich. Oczywiście wszędzie domy w "kratkę". To takie moje osobiste określenie charakterystycznego budownictwa tego regionu. Na cmentarzu przy romańskim kościele, obecnie we władaniu protestantów, pomnik ku czci poległych w I i II wojnie światowej i to dla postronnego turysty jedyne znaki, że takie zawirowania, gdzieś kiedyś dotknęły Europę, bo tu na miejscu wszysto toczy się sielankowo, domy pamiętające średniowiecze, cisza spokój, wieś nie wieś. Każdy dom jak bastion z ogromnym podwórzem i jeszcze większymi zabudowaniami gospodarczymi. Wszędzie kwiaty, spokój, wieś - miasteczko jak wymarłe wydaje się wystylizowaną dekoracją do jakiegoś filmu z przed półtysiąclecia. Bardzo dużo małej arhitektury w perfekcyjnym wydaniu. W kierunku na Strasbourg dziwaczny budynek opery. Wygląda jak gigantyczna miska psa w gryzącym kolorze pomarańczowym. Podobno wg zamysłu architekta miała być półprzeźroczysta, ale technologia nie sprostała pomysłowi artystycznemu. Nasza krakowska opera też może nie każdemu się podobać. Brakuje jej miękości i nawiązania do tradycji. Nawiązuje natomiast z powodzeniem do otaczających mało ciekawych biurowców.
Zrobiłam zachłannie mnóstwo zdjęć. Na początek skromna ilustracja notki.
W literaturze polskiej pojawia się motyw sielanki wiejskiej kwitowany cytatem "wsi spokojna, wsi wesoła".  U mnie w domu często parafrazowało się ten cytat mówiąc "wisi spokojna wisi wesoła". Tak jakoś nie mogłam się oprzeć, żeby o tym nie wspomnieć. Może to zazdrość, że nasza wieś  wisi jeszcze na haku przeszłości i taka wesoła i spokojna nie jest?